Menu

Nadużycia władzy podczas epidemii COVID-19

Rząd pol­ski wraz poli­tykami zasiadającymi w Sejmie i Senacie doprowadził służbę zdrowia do stanu, gdzie obywatel nie może z niej skorzystać, zaś lekarzy (tych, którzy nie wyjechali jeszcze za granicę o skandaliczne warunki pracy, płacy i ciągłą nagonkę partii rządzącej) do skrajnego stanu, gdzie część z nich chętnie zrzekłaby się prawa wykonywa­nia zawodu, choćby po to, aby nie musieć szkodzić pacjentom.

Uwaga

Opracowa­nie niniejsze nie sta­nowi oficjalnego dokumentu. Sta­nowi paskudną teorię spiskową (ironia zamier­zona).

Omówie­nie wypowiedzi RPO dotyczące szcze­pionek oraz omówie­nie szkodliwych działań służby zdrowia prze­nieśliśmy jako oddzielny artykuł: koronawirus i nie­odpowiedzial­ność służby zdrowia.

Środki sanitarne

Podczas epidemii wprowadzono:

  • obowiązek nosze­nia maski (jakiekolwiek, mogą być wykona­ne z materiału lub stanowić kawałek odzieży) – środki te dotyczą również osób naj­bardziej zagro­żonych epidemią,
  • mycie lub dezynfek­cję rąk czymkolwiek,
  • zachowa­nie dystansu 1.5 metra (początkowo 2 metry),
  • ogranicze­nie ilości ludzi na demonstra­cjach (nawet, gdy są w maskach),
  • ogranicze­nie ilości osób w pomieszcze­niach publicznych,
  • tele­porady,
  • testowa­nie i masowe wysyła­nie ludzi na testy.

Skutecz­ność i bez­pieczeń­stwo środków sanitarnych

Maski mają udowodnioną skutecz­ność w zatrzymywa­niu roz­prze­strze­nia­nia wirusów tylko, gdy są to maski typu P2 lub lepsze i tylko wtedy, gdy mogą być stosowa­ne bez przerw. Kawałek odzieży, szmacia­na maska, maska chirurgiczna i przy­łbica nie zatrzymują wirusów, ponieważ nie­szcze­l­ności są na tyle duże, że porównać można chronie­nie się taką maską przed wirusami do chronie­nia się siatką ogrodzeniową z drutu przed komarami.

Udowodniono, że podczas kaszlu kropelki z wirusami roz­prze­strze­niają się do 6 metrów, zaś podczas kicha­nia jeszcze dalej, na odleg­łość do 8 metrów. Skróce­nie dystansu społecznego z 2 metrów do 1.5 metra powoduje więc jeszcze większe naraże­nie na zaraże­nie. Wystarczy, że ktoś zacznie mówić lub śpiewać i kropelki bez problemu pokonają dystans 1.5 metra.

Podczas epidemii zniesiono obowiązki dotyczące jakości produktów, którymi dezynfekujemy ręce. Zostały znie­sione wszelkie procedury zabez­pieczające podczas ich produk­cji. Już dawno FDA wydało ostrzeże­nie, że część środków zawiera metanol, który może prowadzić do ślepoty i innych zaburzeń neuro­logicznych (tak chętnie przy­pisywa­nych koronawiru­sowi). Za to ostatnio słychać o przy­padkach skleje­nia rąk butaprenem lub podobną substan­cją. Fałszer­stwo i korup­cja, widać, kwitną nawet jesienią. Jedyne co możemy tutaj polecić:

  • zakup butelecz­ek podróżnych z atomizerem,
  • zakup spirytusu spożywczego 95–96%,
  • wla­nie do butelecz­ki 1/4 zawar­tości wody gotowej do spożycia (np. butelkowa­nej) o niskiej zawar­tości wapnia i minerałów,
  • dopełnie­nie spirytusem 95% (da to roz­twór o stęże­niu 75–80% – uwzględniając, że roz­twór etanolu w wodzie nieco zmniejsza obję­tość).

Używa­nie tak przy­gotowa­nego roz­tworu jest bez­pieczne i mamy pew­ność, że nie znajdzie się tam szkodliwy metanol, ani że skleimy sobie ręce. Sprze­dawca nie ma prawa wymaga­nia od nas, abyśmy użyli jego roz­tworu. Należy użyć mimo jego wezwa­nia własny przy­gotowa­ny środek do dezynfek­cji, któremu ufamy. Ręce należy środkiem zlać w kilku miejscach i następnie wykonać prawid­łowy ruch mycia nim rąk, wszędzie tam, gdzie potrzebujemy dezynfek­cji, a nie mamy dostępu do wody i mydła (woda i mydło są mniej agresywne dla skóry rąk, a tak samo skuteczne prze­ciwko wirusom z osłonką lipidową).

Podczas epidemii mieliśmy wielo­milio­nowe demonstra­cje w USA oraz strajki na Biało­rusi. Strajki te nie wpłynęły na roz­prze­strze­nienie epidemii, mimo, że trwały ponad miesiąc. Podczas strajku na Biało­rusi nie zaobserwowano roz­prze­strze­nie­nia epidemii. Tłumie­nie zgromadzeń na wolnym powietrzu ma więc jedynie charakter poli­tyczny.

Ogranicze­nie ilości ludzi w zamkniętym pomieszcze­niu ma sens jedynie, gdy to pomieszcze­nie będzie wietr­zone. Wirusy pozostają w nie­wentylowa­nych pomieszcze­niach do czasu inaktywa­cji wirusa, która trwa nawet do 7 dni. Prawdziwą ochronę da wentyla­cja pomieszcze­nia powietrzem w obiegu otwartym (powietrzem atmosferycznym z zewnątrz).

Tele­porady udziela­ne w miejsce prawdziwej porady są szkodliwe, co pokazało już wiele medialnie nagłoś­nionych przy­padków. Roz­poznano COVID‑19 zamiast opryszcz­kowego zapale­nia jamy ustnej (zabrakło zajrze­nia dziecku do jamy ustnej i gardła). Roz­pozna­nie COVID‑19 zamiast ropnia śród­czasz­kowego (więcej o tym dalej).

Testowa­nie RT­‑PCR prowadzi do wielu fałszywie pozytywnych wyników i stawia­nia nie­prawid­łowej dia­gnozy (o testach piszemy dalej).

Alternatywne środki sanitarne

Poniższe środki bez­pieczeń­stwa są środkami zaleca­nymi jedynie przez nas i nie są to wytyczne oficjalne. Mogą jednak pomóc w opanowa­niu epidemii.

  1. Dezynfek­cja rąk przed wejściem i po wyjściu z obiektów publicznych. Przed wejściem zabez­piecza przed wniesie­niem zarazków, po wyjściu powoduje, że ręce mamy odka­żone i dotknięcie oka czy nosa w mniejszym stopniu zakończy się zakaże­niem. Tam, gdzie to możliwe myj ręce tak, aby na końcu nie dotykać powierzchni wcześniej nie mytej przez Ciebie (nie ufaj, że ktoś to wcześniej zrobił) – jeżeli to nie­możliwe, po myciu zdezynfekuj ręce.
  2. Jeżeli chcesz się realnie chronić przed zakaże­niem drogą oddechową – używaj atestowa­nej maski typu N95, N99, FFP2 lub FFP3. Te maski zostały zbada­ne jako skutecznie i znacznie obniżające ryzyko zakaże­nia siebie i innych. Pań­stwo Pol­skie powinno było wyposażyć każdego obywatela w kilka takich masek (szcze­gólnie osoby powyżej 50 roku życia) zamiast przeznaczać 2 miliardy złotych na rok działal­ności TVP.
  3. Obniże­nie akcyzy na spirytus 70% oraz spirytus 95%, celem umożliwie­nia samodzielnego przy­gotowa­nia środków do dezynfek­cji według prze­pisu. Prze­pis powinien być umiesz­czony w formie teks­towej i audio­wizualnej na stronie rzą­dowej. Zadba­nie o dostęp­ność pustych butelek z atomizerem, żeby wypełnić je sporzą­dzonym środkiem do dezynfek­cji.
  4. Nakaz zachowywa­nia dystansu minimum 6–8 metrów, tam gdzie to możliwe, za wyjątkiem mija­nia się na zbyt wąskich przej­ściach.
  5. Zalece­nie stosowa­nia ochrony oczu, aby wirusy miały utrudnioną drogę wnika­nia tą drogą. Ochrona profesjonalnymi goglami lub też ochrona oczu okularami o dużej powierzchni, aby kropelki z wirusem emitowa­ne przez mówiącą osobę chorą nie trafiały do oka roz­mówcy.
  6. Obowiązek nosze­nia maski N95, N99, FFP2 lub FFP3, tam gdzie nie da się zachować dystansu 6 metrów lub gdy znajdujemy się w pomieszcze­niu publicznym.
  7. Obowiązek wietrze­nia pomieszczeń powietrzem atmosferycznym, w tym w nocy. Wprowadze­nie zakazu działal­ności w miejscach, których administratorzy lub najemcy nie chcą dostosować się do takiego wietrze­nia.
  8. Zakaz odkurza­nia podłóg odkurzaczem tradycyjnym, który wywiewa część kurzu (zawierającego wirusy) z powrotem do powietrza, którym oddychamy. Stosowa­nie w to miejsce metod odkurza­nia na mokro z dodatkiem środka uszkadzającego wirusy (np. domestosu).
  9. Po powrocie do domu zalece­nie zdjęcia całej odzieży, umieszcze­nia jej w pralce i natychmias­towego pra­nia. Zalece­nie pełnej kąpieli (wraz z umyciem włosów) nie­zwłocznie. Co prawda nikt tego nie sprawdzi i nie wyegzekwuje, ale sama świado­mość, że chronimy tak bli­skie osoby starsze, powinna pomóc.
  10. Dezynfek­cja przed­miotów, które używaliśmy poza domem (tele­fon, klucze), za każdym razem, po powrocie do domu.
  11. Zapewnie­nie w blokach, aby w pionie nie dochodziło do ciągu wstecznego – zasysa­nia powietrza z innego mieszka­nia. Uszcze­lnie­nie drzwi wejś­ciowych do mieszka­nia.
  12. Zakaz stosowa­nia przy­cisków do otwiera­nia auto­busów, biletomatów na Poczcie Pol­skiej i w aptekach. Wprowadze­nie auto­matycznego otwiera­nia drzwi po wykryciu ruchu, wszędzie gdzie to możliwe, tak aby uniknąć dotyka­nia tej samej powierzchni przez wielu ludzi.
  13. Gdy to możliwe, zakaz porusza­nia się po pomieszcze­niach publicznych i komunika­cji miej­skiej przez dzieci, które nie są w sta­nie kontrolować popraw­ności swoich zachowań w związku z zapobiega­niem epidemii (np. dotykają siedzeń i za chwilę tą samą ręką dotykają twarzy).
  14. Wyposaże­nie lekarzy w sprzęt ochronny, zamiast stosowa­nia tele­porad, które po pierwsze są pogwałce­niem tajemnicy lekar­skiej (nagrywa­ne są przez służby lub przez przy­chodnię i służby), zaś po drugie nie pozwalają na pełne zbada­nie pacjenta i wykrycie objawów, na które pacjent nie zwróci uwagi (np. podejrza­ne znamię na plecach, wykryta arytmia lub szmery podczas osłucha­nia pacjenta).
  15. Zakaz odwoływa­nia zabiegów planowa­nych. Pacjenci chorzy na inne choroby są równie ważni i nie powinni być dyskryminowa­ni. Uzasad­nione jest jedynie odwoła­nie zabiegu planowa­nego u osoby ze współ­istniejącą chorobą, która zagraża tej osobie mniej niż koronawirus.

Kto temu zawinił?

Obwinić należy tu głównie rząd, który nic nie zrobił od stycznia 2020 roku, aż do pojawie­nia się epidemii oficjalnie w marcu, zaś po tej dacie wprowadził szkodliwe prze­pisy. Rząd miał całe 2 miesiące na konsulta­cje z epidemio­logami, lekarzami i innymi specjalistami oraz roz­waże­nie wielu scenariuszy ochrony zdrowia ludzi (zobowiązuje ich do tego art. 5 Konstytu­cji RP). Nie podjęto szeroko zakro­jonych konsulta­cji społecznych. Ustawę covidową wprowadzano w procesie tak zwa­nej sracz­ki legislacyjnej.

Następnie po małej fali epidemii (maksymalnie 500 przy­padków dodatnich testów dziennie) był okres względnego spokoju od maja do początku września. W tym czasie rząd nic nie zrobił, aby przy­gotować szpitale (w tym tymcza­sowe) oraz zapewnić prawidłowo działające respiratory i sprzęt ochronny dla personelu. Nie podejmowano też konsulta­cji społecznych, które pozwoliłyby na wspólne opracowa­nie zasad bez­pieczeń­stwa przez obywateli, specjalistów i prawników łącznie.

Zawdzięczamy to głównie poli­tykom PiS, bowiem projekty opozy­cji nie ujrzały posiedzeń sej­mowych.

Testowa­nie bogiem przy dia­gnozie choroby

Do stwierdza­nia zachorowa­nia używa­ne są testy. Lekarze nie osłuchują pacjenta, ani jak się okazuje, nie zajrzą do gardła albo jamy ustnej, aby wykluczyć anginę, opryszcz­kowe zapale­nie jamy ustnej oraz wiele innych chorób, które do tej pory lekarz wykrywał stetoskopem i bada­niem fizykalnym oraz pomiarem CRP i wykona­niem morfo­logii krwi. Od razu kierują na test.

Tymczasem instruk­cja jednego z testów mówi jasno:

EUROIMMUN Medizinische Labordiagnostika AG (tłumacze­nie)

2 Przeznacze­nie

EURORealTime SARS­‑CoV‑2 jest [testem] reak­cji łańcu­chowej poli­merazy w czasie rzeczywistym z odwrotną trans­kryptazą (RT real­‑time PCR) przezna­czonym do jakoś­ciowego wykrywa­nia kwasu nuklei­nowego SARS­‑CoV‑2 w próbkach z górnych dróg odde­chowych (takich jak: wymazy z nosogardzieli, jamy ustnej i gardła) oraz popłuczyn oskrzelowo­‑pęcherzy­kowych (BAL) od osób podejrza­nych przez lekarza o zachorowa­nie na COVID‑19. Bada­nia są ograni­czone do laboratoriów certyfikowa­nych zgodnie z poprawkami Clinical Laboratory Improvement Amendments z 1988 (CLIA), 42 U.S.C. §263a, które spełniają wymaga­nia do prze­prowadza­nia testów o wysokim stopniu złożo­ności.

Wyniki służą do identyfika­cji RNA SARS­‑CoV‑2. RNA SARS­‑CoV‑2 jest na ogół wykrywalny w próbkach z górnych dróg odde­chowych i BAL podczas ostrej fazy zakaże­nia. Wyniki pozytywne wskazują na obec­ność RNA SARS­‑CoV‑2; kliniczna korela­cja z historią pacjenta i innymi informa­cjami dia­gnostycznymi jest konieczna do określe­nia statusu zakaże­nia pacjenta. Pozytywne wyniki nie wykluczają infek­cji bakteryjnej lub koinfek­cji innymi wirusami. Wykryty czynnik może nie być ostateczną przy­czyną choroby.

Laboratoria w Stanach Zjedno­czonych i ich terytoriach są zobowiąza­ne do zgłasza­nia wszystkich wyników odpowiednim organom zdrowia publicznego.

Wyniki ujemne nie wykluczają zakaże­nia SARS­‑CoV‑2 i nie powinny być wykorzystywa­ne jako jedyna podstawa do podejmowa­nia decy­zji dotyczących lecze­nia pacjenta. Negatywne wyniki muszą być połą­czone z obserwa­cjami klinicznymi, historią pacjenta i informa­cjami epidemio­logicznymi.

EURORealTime SARS­‑CoV‑2 jest przezna­czony do użytku przez wykwalifikowa­ny personel laboratoryjny, specjalnie poinstruowa­ny i prze­szko­lony w zakresie technik PCR w czasie rzeczywistym i procedur dia­gnostycznych in vitro. EURORealTime SARS­‑CoV‑2 jest przezna­czony do użytku wyłącznie na podstawie zezwole­nia na stosowa­nie w nagłych wypadkach Urzędu ds. Żyw­ności i Leków.

Z powyższego wynika, że:

  • testy RT­‑PCR potrafią wykryć RNA wirusa; RNA wirusa nie jest zakaźne, gdy nie posiada biał­kowej otocz­ki pozwalającej wniknąć mu do komórki gospodarza; jego wykrycie, jak podkreślił sam producent, nie oznacza wykrycia wirusa w formie zakaźnej i stwierdze­nia, że kategorycznie mamy do czynie­nia z chorobą COVID‑19;
  • testy RT­‑PCR nie wykluczają zakażeń innymi wirusami oraz bakteriami; testy te więc powinny być prze­prowadza­ne równolegle z testami na inne podejrzewa­ne choroby (w październiku i listopadzie są to minimum grypa A, grypa B, zakaże­nie wirusem RSV, angina); testy na grypę A, B oraz RSV, jak też wymazy w kierunku wykrycia bakterii chorobotwórczych nie są pobiera­ne; jest to błąd podczas roz­poznawa­nia COVID‑19, ponieważ choroby te mają bardzo podobne objawy i nie zostały wyklu­czone;
  • testy te nie mogą zastąpić wykona­nia bada­nia lekar­skiego, mogą jedynie służyć jako wskazówka na co pacjent jest chory (a może być chory również na kilka chorób jedno­cześnie, np. anginę, grypę A oraz COVID‑19).

Dia­gnostyka zakaże­nia SARS­‑CoV‑2 odbywa się w Polsce nie­zgodnie z wiedzą medyczną, w tym z nie­prawid­łowym użyciem testów. Na początku epidemii badano tymi testami osoby zdrowe (nie­mające jakiegokolwiek objawu choroby), jeżeli tylko zostały wskaza­ne jako mające stycz­ność z osobą chorą. Warunkiem do uzna­nia kogokolwiek za chorego jest prze­prowadze­nie z nim wywiadu i podsta­wowe bada­nie lekar­skie, jedynie roz­szer­zone metodami dia­gnostyki laboratoryjnej. To, że w toczniu obserwujemy dodatnie ANA (bada­nie laboratoryjne), nie jest równoważne stwierdze­niu, że dodatnie ANA zawsze oznacza wystąpie­nie tocznia.

Skutki błędnego użycia testów

Ponieważ test wykrywa fragment «ORF1ab» RNA wirusa, możliwe jest zarówno wykrycie fragmentów RNA wirusa, jak też nagiego kompletnego RNA pochodzącego na przy­kład ze zdezynfekowango palca dłoni, wło­żonego do nosa, bowiem alkohol roz­kłada wirusa na części skła­dowe, jednak RNA nie niszczy. Należy więc zastanowić się przed podjęciem roz­pozna­nia COVID‑19, jakie jeszcze sta­ny mogą powodować objawy u pacjenta.

Możliwe jest nie­wykrycie innych chorób wiru­sowych, np. koinfek­cji gry­powej, która szacuje się, że zabija corocznie w Polsce 6500 osób w wieku powyżej 65 roku życia. Przy­padki te są wpisywa­ne jako zapale­nie płuc, śmierć z nie­zna­nego powodu, wiru­sowe zapale­nie oskrzeli czy też nie­wydol­no­ść wielo­narzą­dowa. Powodem jest nie­wykona­nie testu na grypę (w ofercie laboratoriów ALAB test ten dostępny jest pod nazwą GRY­‑RSV). Za to w czasie obecnej epidemii chętnie wykonywa­ne są (nawet nadmiarowo) testy na obec­ność RNA wirusa SARS­‑CoV‑2.

Głośno było o przy­padku 62­‑letniego seniora, który umarł w kolejce, podczas oczekiwa­nia na test. Takie przy­padki użycia jakichkolwiek testów przy­noszą więcej szkody niż pożytku. Sta­nie w kolejce wraz z innymi osobami obja­wowymi jest ogromnym zagroże­niem dla zdrowia zarówno stojących w kolejce, jak też osób, które mijają tą kolejkę i nie wiedzą nawet dlaczego ci ludzie stoją i że są na coś chorzy.

Innym testem wykonywa­nym w kierunku szuka­nia zakaże­nia SARS­‑CoV‑2 jest test «VirellaSARS­‑CoV‑2 seqc real­‑time RT­‑PCR Kit 2.0». Kryterium dla dodatniego testu jest wykrycie 1 z 3 genów wirusa: genu RdRp, Genu E lub genu S. W praktyce oznacza to jasno znalezie­nie fragmentu wirusa (który mógł znaleźć się w naszym nosie z zewnątrz), nie zaś całego wirusa, skoro 2 pozostałych genów nie znaleziono. Podgląd wyniku testu firmy Cell‑T wraz z dowodem, że wynik dodatni oznacza znalezie­nie jedynie fragmentu wirusa.

[Aktualiza­cja: 2021‑02‑02.]

Warte prze­myśle­nia

  1. Dlaczego śmiertel­ność na inne choroby zakaźne w tym roku zmalała? Po części to efekt obostrzeń, ale prawdą jest, że więk­szość ich nie prze­strzega, a prawie nikt nie nosi poprawnie maski chirurgicznej (uszcze­lnie­nie koło nosa)? Zakażeni innymi chorobami (np. grypą, RSV) są błędnie dia­gnozowa­ni jako chorzy na COVID‑19 (bowiem RNA może przy­padkowo znaleźć się w jamie nosowej).
  2. Dlaczego nie wykonuje się testów na grypę, skoro wykonuje się test na COVID‑19?
  3. Dlaczego chorych leczy się dawkami 600 mg prednizolonu lub deksametazonu? Leki te, po pierwsze, mają działa­nie blokujące limfocyty (i tak mocno prze­trze­bione przez koronawirusa – często w morfo­logii wynik poniżej 1000/μL przy normie 1500–4000). Po drugie, leki te mają działa­nie andro­genne i przy­spiesza metabo­lizm, a tym samym zwiększają zapotrzebowa­nie na tlen, którego w orga­nizmie jest za mało, gdy doszło do uszkodze­nia płuc. Takie działa­nie pozwala wiru­sowi dalej się namnażać bez reak­cji obronnej orga­nizmu stanem zapalnym i limfocytami. Tymczasem ibuprofen, w modelu zwierzęcym, zwiększał prze­żywal­ność zwierząt nim leczonych, chorych na tego koronawirusa;
  4. Dlaczego okrzyknięto odkrycie, że chloro­china oraz remdesivir pomagają w lecze­niu tej choroby, gdy późniejsze bada­nia pokazały, że są nie­skuteczne (ponowne bada­nia prze­prowa­dzone przez WHO)? Tak samo dopracowa­ne będą szcze­pionki prze­ciwko koronawiru­sowi, opracowywa­ne w wyjątkowo szaleńczym tempie? Dlaczego przy­padki poprze­cznego zapale­nia rdze­nia krę­gowego u starannie wyselekcjonowa­nych zdrowych ochotników nie zostały uzna­ne za dożywotni skutek uboczny tej szcze­pionki i nie zakończono badań tych konkretnych preparatów?
  5. Dlaczego zmusza się pacjentów do sta­nia w kilo­met­ro­wych kolejkach w Warszawie i Krakowie po test? Czy w sytua­cji, gdy stoi w kolejce wśród ludzi w szmacia­nych maskach, nie dojdzie do prze­kaza­nia mu wirusów SARS­‑CoV‑2 (1 kopia RNA wystarcza, by test był dodatni)?
  6. Co ma na celu takie postępowa­nie i kto ma w tym interes? Koncerny szcze­pion­kowe i farmaceutyczne? Wygrała korup­cja? Nawet jeżeli tak, to dlaczego rząd pol­ski na to pozwala? Obywatele pol­scy nie mają w powyższym interesu.
  7. Dlaczego nadal słychać w szpitalach o brakach remdesiviru? Czy mimo tego, że lek ten okazał się nie­skuteczny, jest dalej stosowa­ny? Dlaczego stosowa­ne są podwójne standardy i lekarze chcący sprawdzić skutecz­ność amantadyny i hexamethylene amiloride nie dostają na to funduszy i zamyka­ne są im buzie groźbami odpowiedzial­ności karnej?

Warto obejrzeć ten film i zastanowić się głębiej, co się sta­nie, gdy dalej lekarze i rząd będą tak postępować.

Warto też zastanowić się, dlaczego wszy­scy zafiksowali się na respiratorach. Okazuje się, że nie wszystkim one służą i że istnieją dużo lepsze metody lecze­nia przy­padków ciężkich – kaniule nosowe z wysokim prze­pływem gazów (HFNC) oraz sztuczne płuco­‑serce (ECMO). Respiratory mogą zagrażać życiu podczas lecze­nia COVID‑19. To wszystko pokazuje, jak mało wiemy o tej chorobie.

Jakie szkody wyrządzili rządzący?

Poza wymie­nionymi powyżej szkodami, rządzący dopuścili się następujących naruszeń:

  1. próba definiowa­nia zachorowa­nia COVID‑19; to nie rząd jest od definiowa­nia czym jest zachorowa­nie COVID‑19, ale lekarz w oparciu o aktualną (wciąż zmie­niającą) się wiedzę medyczną dotyczącą tej choroby;
    Nie­dziel­ski
    1. Kryteria kliniczne

      Każda osoba, u której wystąpił co naj­mniej jeden z poniższych objawów:

      • kaszel,
      • gorącz­ka,
      • dusz­ność,
      • utrata węchu o nagłym początku,
      • utrata lub zaburze­nia smaku o nagłym początku
    2. Kryterium dia­gnostyki obra­zowej

      Zmia­ny w obrazie radio­logicznym płuc wskazujące na COVID‑19

    3. Kryteria laboratoryjne
      • wykrycie kwasu nuklei­nowego SARS­‑CoV‑2 z materiału klinicznego,
      • wykrycie anty­genu/ów wirusa SARS­‑CoV‑2 z materiału klinicznego,

    kryteria kliniczne aż w nadmiarze spełni ostry atak astmy; lecze­nie będzie więc nie­prawid­łowe, podobnie jak roz­pozna­nie; wystarczy, że podczas ataku osoba ta dotknie poręczy w auto­busie, zdezynfekuje ręce i dotknie twarzy dusząc się od ataku astmy (RNA wirusa zosta­nie potwier­dzone testem);

  2. dopuszcze­nie do roz­poznawa­nia i lecze­nia studentów medycyny dowolnego roku – człowiek bez wykształce­nia nie powinien zajmować się lecze­niem i pielęgna­cją chorych;
  3. ustanowie­nie bez­kar­ności dla lekarzy podczas roz­poznawa­nia choroby COVID‑19;
  4. podział szpitali na covi­dowe i nie­covi­dowe lub też sztuczne wydziele­nie łóżek covi­dowych i nie­covi­dowych; podział taki w przy­padku zapełnie­nia jednego typu zasobu blokuje karetkom możli­wość dowiezie­nia pacjenta; zamiast tego można było ­stworzyć podział szpitala na party­cje zakaźne i nie­zakaźne (np. po 15 łóżek), gdzie pacjenci trafialiby po wykona­niu testu oraz dodat­kowe izolatki (z potrzebnym sprzętem), gdzie pacjent prze­bywa (i jest leczony a nawet operowa­ny) do czasu uzyska­nia wyniku testu;
  5. wymóg wykona­nia testu, aby było wiadomo, gdzie pacjenta wysłać – do oddziału covi­dowego, czy zwykłego; pacjent w sta­nie zagrażającym życiu czeka na SOR‑ze na wynik testu;
  6. zamawia­nie sprzętu (respiratorów, masek ochronnych) przez byłego Ministra Zdrowia w miejscach nie­spraw­dzonych, np. u handlarza bronią; według doniesień mediów lekarze określili dostar­czony sprzęt jako szmelc i grat; sprzęt nie spełniał podsta­wowych norm pol­skich dotyczących podłącze­nia tlenu, dodatkowo okazał się nie­odpowiedni do lecze­nia osób ze skrajnym prze­biegiem choroby;
  7. przeznacze­nie 2 miliardów złotych na TVP zamiast na roz­wój służby zdrowia, sprzęt, nabór lekarzy;
  8. wprowadze­nie ustawą oddelegowa­nia (przy­mu­sowe) do lecze­nia chorych na tą chorobę, również lekarzy, którzy nie mają pojęcia jak roz­poznawać daną chorobę wśród innych chorób zakaźnych, bowiem są innej specjaliza­cji (prze­pisy pozwalają oddelegować gineko­loga do tego celu!);
  9. próba sprowadze­nia zza wschodniej granicy «lekarzy» o wątpliwych kwalifika­cjach, będąca roz­paczliwym gasze­niem pożaru, który został wywoła­ny latami zaniedbywa­nia finansowa­nia służby zdrowia oraz nagonką na lekarzy;
  10. [Aktualiza­cja: 2020‑11‑11] Przy­najmniej 5 milionów 905 tysięcy złotych rząd przeznaczył z Funduszu Prze­ciw­działa­nia COVID‑19 na budowę maszów z pol­ską flagą narodową.

W sytua­cji, gdy flaga taka nie ratuje nikomu życia i trwa (rzekoma?) epidemia, oznacza to, że rząd pol­ski ma głęboko w poważa­niu pol­skich obywateli, w tym osoby starsze, które w więk­szości na nich głosowały. Jak to możliwe, że podczas, gdy służba (rzekomo?) woła o pomoc, obywatele (rzekomo?) umierają w szpitalach i poza nimi, część z powodu koronawirusa, część z powodu innych chorób (powodem jest utrata pracy, brak pieniędzy na leki, zwięk­szony obecnie działa­niami poli­tycznymi lęk przed pójściem do lekarza, odwoła­ne zabiegi i terapie w tym anty­nowo­two­rowe), część z powodu nie­prawid­łowej dia­gnozy, rząd nie­gospodarnie przeznacza pieniądze z celowego funduszu na duperele? Piszemy «rzekomo», ponieważ ciężko uwierzyć w to, aby działo się to w rzeczywis­tości. Brzmi to bardziej podobnie do nie­prawdziwej teorii spis­kowej, niż do wydarze­nia rzeczywistego, ponieważ rząd ma obowiązek zabez­pieczać zdrowie i życie obywateli. Jednak ślady po wyda­niu tych pieniędzy są rzeczywiste. <:‑(>. O masztach z flagą jest powiedzia­ne w Uchwale nr 157 rady ministrów z dnia 30 października 2020 r. w § 1.

Z ostatnich doniesień wiele daje do myśle­nia przy­padek szpitala zwykłego (nie­covi­dowego), gdzie leczono chorych nie­zaka­żonych SARS­‑CoV‑2... do czasu, gdy jedna osoba zaczęła gorączkować i testy wyszły dodatnie u 90% pacjentów. Pokazuje to, że szpital pracował normalnie do czasu, gdy ktoś zaczął gorączkować (a wtedy zaczęła się panika), odbywało się normalnie lecze­nie innych chorób. Podjęto decy­zję o prze­kształce­niu szpitala w szpital covi­dowy. Czy w razie grypy postanowiono by tak samo? Dlaczego nie podzielono szpitala na party­cje, tak, aby tylko pomieszcze­nia, gdzie prze­bywali chorzy na COVID‑19 pacjen­cji, prze­mianować na pokoje o większym ryzyku?

Żniwo utrudnie­nia dostępu do lekarza

Skutkiem ankiet wiru­sowych (których ludzie się boją, między innymi ze względu na brak odpowiedzi «nie wiem» oraz strasze­nia tam kodeksem karnym) oraz zamknięcia publicznej służby zdrowia ograniczając ją praktycznie tylko do tele­wizyt jest fakt, że za 2­‑krotny wzrost śmiertel­ności w Polsce odpowiada Kaczyń­ski i jego «spółka» wraz z rządem.

Zgłaszal­ność ludzi do szpitali spadła o 60–70% w pierwszych miesiącach epidemii, by teraz wzrosnąć gwałtownie z powodu roz­woju ciężkich chorób (np. nie­wydol­no­ść serca w prze­biegu nie­le­czonego nadciśnie­nia, wzrost dusz­ności nie­covi­dowej w efekcie nie­lecze­nia POChP i astmy, braku roz­pozna­nia nowo­tworów na czas, bóle pozawa­łowe, objawy pouda­rowe), a nawet takich przy­padków, jak wcześniejsze urazy mechaniczne (złama­nia kończyn i inne), gdzie ludzie bali się zgłosić do lekarza lub nie mogli tego uczynić, bo placówka nie przyj­mowała, a prze­cież USG i RTG nie da się wykonać poprzez tele­fon. Efektem jest kilku­krotny wzrost odsetka chorych, którzy z SOR trafiają na pilną hospitaliza­cję (dawniej <15%, obecnie >30%).

Zastanawia nas, czy fakt ten wpłynie na wyniki naj­bliższego głosowa­nia w wyborach do Sejmu i Senatu, jednak obawiamy się, że nie­którzy wyborcy są tak łapczywi na 500+ i 1000+ oraz inne obietnice, że nie da to im nic do myśle­nia. Będzie to jednak oznaczało klęskę demokra­cji i inteligen­cji społeczeń­stwa.

[Aktualiza­cja: 2021‑01‑30.]

PiSow­ski rak – ciąg dalszy

To co dzieję się dzięki rządom PiS‑u i jednego człowieka, który steruje całą tą partią można nazwać jedynie ludobój­stwem. Sama lekarka wyznaje, że przez długi czas bała się zgłosić do szpitala, a później bała się testów na koronawirusa. Mówiąc krótko jest to nie strach przed zaraże­niem się koronawirusem, ale strach przed:

  • procedurami wstępnym (zrakowaciałe ankiety epidemio­logiczne – ankiety koronawiru­sowe),
  • procedura wykonywa­nia testu na koronawirusa (u pacjenta bezobja­wowego, czyli nie­zgodna z zalece­niami producenta testów!),
  • procedura po możliwym dodatnim teście – w tym bez­kar­ność lekarzy za błędy przy roz­pozna­niu COVID‑19 (między innymi roz­pozna­nie COVID u osoby bezobja­wowej, która otrzyma fałszywie dodatni wynik, który zdarza się nawet w 2–3% przy­padków), błędy lekar­skie przy dalszym postępowa­niu («lecze­niu») pacjenta z COVID‑19.

Przy okazji poprawiamy statystyki zgłaszal­ności do lekarzy na bada­nia prze­sie­wowe (inne niż koronawiru­sowe), bada­nia dia­gnostyczne i kontrolne – ilość wykonywa­nych badań spadła o 85–97%, zaś zgłaszal­ność do szpitali o 60–70%.

Pora naj­wyższa, aby przy­chodnie (przy­najmniej prywatne) prze­stały wykonywać nakazy #koronawirusa rzą­dowego i skończyły z wykonywa­niem testów na COVID‑19 u osób, które nie wykazują objawów COVID‑19. Wykonywa­nie takich testów jest nie tylko błędem medycznym (dodatni test wymaga dodatniego wywiadu wskazującego na zaraże­nie się SARS­‑CoV‑2), ale też zraża pacjentów do wykonywa­nia badań oraz powoduje wzrost ilości prze­stępstw polegających na uzyska­niu fałszywego zaświadcze­nia o ujemnym wyniku testu na COVID‑19 (sądzimy, że głównym celem działal­ności prze­stępców nie są wyjazdy turystyczne, ale właśnie chęć dosta­nie się do szpitala bez ryzyka błędu lekar­skiego podczas roz­pozna­nia COVID‑19 i konsekwen­cji, które z tego wyjdą).

Czas zakończyć tą paranoję nakręconą przez rządy różnych krajów, w tym Pol­ski.

Z naszych obserwa­cji: przez ogranicze­nie dostęp­ności do lekarzy – zbankrutowało też wiele przy­chodni (w tym prywatnych) i to dodatkowo napędza falę braku zgłoszeń do lekarzy, ponieważ w wielu specjaliza­cjach grafiki są pełne mimo zmniejsze­nia ilości pacjentów, którzy szukają pomocy lekar­skiej. 2 przy­chodnie, z których korzystała auto­rka tej strony – zostały bez­powrotnie zamknięte.

Lekarz ma obowiązek nie szkodzić. Dlaczego lekarze zgadzają się na bez­podstawne wykonywa­nie testów na COVID‑19, w sytua­cji, gdy pacjent nie ma objawów COVID‑19? Czy nie czują, że szkodzą pacjentom nie tylko ryzykiem błędnego roz­pozna­nia, ale też wszystkimi konsekwen­cjami czeka­nia na wynik? Czy lekarze nie znają podstaw psycho­logii i nie mogli prze­widzieć czym się skończą ankiety wiru­sowe (nie­pozwalające odpowiedzieć «nie wiem») oraz zablokowa­nie wstępu bolesną procedurą pobra­nia wymazu na COVID‑19?

[Aktualiza­cja: 2021‑01‑30.]

Pokrętne ustawy – ciąg dalszy

PiS pod przy­krywką tego, że art. 253 §1 Kodeksu postępowa­nia administracyjnego nie daje możli­wości dochodze­nia swoich praw obywatelom Unii Europej­skiej przed urzędami i sądami administracyjnymi, próbuje zalegalizować coś zupełnie innego. Próbuje wyżyć się na obywatelach poprzez danie funkcjonariuszom poli­cji (i innym agentom) możli­wość donosze­nia na obywateli do sanepidu i do innych urzędów. Po tej zmia­nie funkcjonariusze poli­cji będą mogli donosić do sanepidu, aby ten ukarał obywatela karą 5–30 tys. zł na przy­kład za to, że uchylił masecz­kę na czas przy­jęcia leków na dworze (część leków przyj­muje się w przy­padku nagłym, np. propranolol lub nitraty) i trzeba to zrobić pomimo obostrzeń, gdzie nie prze­widziano takiego wyjątku (znów efekt braku konsulta­cji społecznych i roz­mów z obywatelami – PiS nie słucha obywateli, co naj­wyżej podsłuchuje).

Ustęp (paragraf) ten obecnie ma brzmie­nie:

Kodeks postępowa­nia administracyjnego

Art. 253. § 1. Orga­ny pań­st­wowe, orga­ny samorządu terytorialnego i inne orga­ny samorzą­dowe oraz orga­ny organiza­cji społecznych obowiąza­ne są przyj­mować obywateli w sprawach skarg i wniosków w usta­lonych przez siebie dniach i godzinach.

Po zmianach z druku 689 będzie miał brzmie­nie:

Kodeks postępowa­nia administracyjnego

Art. 253. § 1. Orga­ny pań­st­wowe, orga­ny samorządu terytorialnego i inne orga­ny samorzą­dowe oraz orga­ny organiza­cji społecznych obowiąza­ne są przyj­mować zainteresowa­nych w sprawach skarg i wniosków w usta­lonych przez siebie dniach i godzinach.

Zainteresowa­nym nie musi być człowiek, może być to inny organ pań­st­wowy, organiza­cja lub firma. Zmia­na ta będzie głosowa­na 17 lub 18 listopada 2020.

Ponadto PiS skierował do Trybunału Konstytucyjnego wnio­ski o:

  • uzna­nie art. 4171 Kodeksu cywilnego za nie­konstytucyjny; artykuł ten pozwalał uzyskać odszkodowa­nie od szkód wyrzą­dzonych przez decy­zję rządową;
  • usunięcie Rzecznika Praw Obywatel­skich i wywoła­nie kolejnej fali protestów – orzecze­nie już wkrótce zosta­nie wyda­ne przez Trybunał (19 listopada 2020); można spodziewać się kolejnego «Strajku Generalnego» lub «Strajku Kobiet» oraz kolejnego roz­wściecze­nia obywateli.

    [Aktualiza­cja: 2020‑11‑11] «Czyn­ności» nad art. 3 ust. 6 Ustawy o Rzeczniku Praw Obywatel­skich, w prze­jętym przez PIS Trybunale Konstytucyjnym, odbędą się 2 grudnia 2020, czyli wciąż w okresie stanu epidemii.

Celowe szkodze­nie chorym

Oprócz aspektów opisa­nych wyżej, dotarła do nas wiado­mość nie­zwykle interesująca. Wszy­scy, którzy kierowa­ni są na test na SARS­‑CoV‑2, dostają skierowa­nie elektro­niczne, którego nigdzie nie trzeba zawozić i tracić czasu, ani też prze­mieszczać się chorując. Jednak kobieta, która choruje na zapale­nie ucha środ­kowego z poważnymi zmianami wewnątrz ucha (której odwołano zabieg planowa­ny), dostała skierowa­nie papie­rowe i odmówiono jej wystawie­nia skierowa­nia elektro­nicznego (redak­cja widziała skierowa­nie, to nie jest fejk). W sta­nie, gdy ma gorącz­kę, boli ją ucho i ma zawroty głowy z powodu zapale­nia ucha, musi to skierowa­nie zawieźć w formie papie­rowej do lekarza specjalisty (pocztą nie zdąży dojść na czas na wizytę, poza tym wyjście na pocztę w tym sta­nie to też ryzyko). Ryzykując swoje życie, bowiem podczas zawrotów błędni­kowych można stracić równowagę i wpaść pod samochód.

To jest lecze­nie i służe­nie pacjentom? Nie, to jest nic innego jak wypięcie tyłka na cierpie­nie i chorobę człowieka i korup­cja – służe­nie jedynie propagandzie ogromnej zarazy, za którą dopłacają lub dopłacać będą 200%. Korup­cja kwitnie jesienią i zimą i zbierze swoje żniwo, które zosta­nie zapisa­ne jako zgony spowodowa­ne jedyną słuszną chorobą i jedyną dziś istniejącą. <złość>

Według naszej wiedzy, zapale­nie ucha środ­kowego, gdy są wewnętrzne zmia­ny, może trans­formować do bakteryjnego zapale­nia ośrod­kowego układu ner­wowego (zagroże­nie życia), nie tylko do całkowitej głuchoty i utraty zmysłu równowagi – błędnika (zagroże­nie zdrowia, inwali­dztwo). Ludziom w takim sta­nie naj­pierw odwołuje się zabiegi planowa­ne, a potem wydaje się skierowa­nia papie­rowe, które muszą zdążyć donieść do specjalisty. <facepalm> <strach>

Oferta pomocy prezydenta Nie­miec

Prezydent Nie­miec Frank­‑Walter Steinmeier widząc tragiczne liczby w Polsce dotyczące epidemii, wysłał list do prezydenta Pol­ski Andrzeja Dudy z ofertą pomocy i zapyta­niem, co może dla nas Polaków zrobić. Prezydent Pol­ski odpisał:

Prezydent Pol­ski

Nie­stety druga fala COVID‑19 nie oszczędza naszych społeczeństw i państw, które muszą zmagać się z tym wielkim wyzwa­niem. W tym trudnym czasie szcze­gólnej war­tości nabierają wszelkie gesty solidar­ności. Tym bardziej dziękuję za Twój list i propozy­cję ewentualnej pomocy ze strony Nie­miec. Wiem, że nasi rzą­dowi koledzy współ­pracują bardzo blisko w zakresie prze­ciw­działa­nia pandemii.

Tym samym, wiedząc, że karetki stoją w kilku­godzinnych kolejkach i odbijają się od zapeł­nionych szpitali, nie skorzystał z oferty pomocy, prosząc aby roz­ładowali część szpitali z granicy zachodniej Pol­ski, tak aby można było zwolnić część pol­skich zasobów miejsc intensywnej terapii oraz łóżek dla chorych. Tym samym nie tylko rząd nie pomaga obywatelom, ale również prezydent nic dla nich nie zrobił w kwestii bez­pieczeń­stwa zdrowotnego.

Szpital, który prawie nie istnieje?

Rząd obiecał prze­kształce­nie Stadionu Naro­dowego w szpital mieszczący 2000 łóżek. Tymczasem obecnie PGE Szpital Naro­dowy ma tylko 300 łóżek. Jednak oprócz tego są ogromne uchybie­nia.

Dotyczą one tego, kto może się zakwalifikować do tego szpitala. Wymaga się, aby pacjent był w sta­nie chodzić do odległej toalety (nie zrobi tego z rurą od respiratora włożoną do tchawicy, ani będąc podłą­czonym do instala­cji podającej tlen). Wymaga się ponadto, aby pacjent sam jadł (gdy podczas tej choroby, podobnej do grypy, traci się często apetyt), pacjent ponadto nie może mieć gorącz­ki, cięższych chorób współ­istniejących, <facepalm> ani wymagać więcej niż 3 litrów tlenu (nie podano w jakim czasie). Zdrowy człowiek zużywa 0.4–8 litrów tlenu na minutę, w zależ­ności od obciąże­nia orga­nizmu. Jeżeli mowa była o zużyciu tlenu na minutę, nie są więc przyj­mowa­ne te osoby, które naj­bardziej szpitala potrzebują. Szkoda, że nie wpisano jeszcze, że nie może kaszleć. Naszym zda­niem prawie każda osoba, potrafiąca chodzić do łazienki (bez instala­cji tle­nowej), nie gorączkująca i nie zużywająca ponad­prze­ciętnej ilości tlenu, potrafiąca zjeść, może leczyć się w domu.

Powstaje pyta­nie, po co więc jest ten szpital oraz dla kogo powstał. Redak­cja nie jest pewna, czy jeszcze leci z nami pilot. Projekt ten brzmi, jakby był projektem propagan­dowym, szcze­gólnie, że nie zgadzają się, nie pierwszy raz, liczby chorych i wykona­nych testów prezentowa­ne przez Minister­stwo Zdrowia. Komuś bardzo zależy, aby powiedzieć «nie ma miejsc w szpitalach» i włożyć cały kraj do «kwarantanny naro­dowej». [Aktualiza­cja: 2020‑11‑14]

Gotówka zaraża a wiru­sowe ankiety nie?

Teraz zastanów się ile razy słyszysz w sklepie, gdzie dotykasz towar, że preferują płat­ności bez­gotów­kowe podczas, gdy dotykasz też towaru i kasjer dotyka też tego towaru. Czy na prawdę te kilka banknotów i monet sta­nowi większe zagroże­nie niż dotyka­ny przez Ciebie i innych klientów pomidor, słoik z dżemem, pusz­ka konser­wowa i inne artykuły? Prawda jest taka, że w wielu krajach dążą do wycofa­nia gotówki, bo rząd chce mieć większą kontrolę nad każdym człowiekiem. Podobnie jest w Polsce. Aby dowiedzieć się więcej wpisz do wyszukiwarki «wycofa­nie gotówki». Wiele się dowiesz, w tym jak postąpiono na Cyprze, w Indiach i wielu innych krajach oraz do czego i dlaczego wycofywa­na jest gotówka pod pretekstem prze­nosze­nia wirusa. Nie daj sobie odbierać wol­ności i prywat­ności dla ułudy bez­pieczeń­stwa.

Teraz zastanów się czy prze­prowadza­nie tej ankiety w rejestra­cji (z poda­niem papieru i długo­pisu każdej osobie) jest bez­pieczniejsze niż nie podawa­nie sobie nic (dowód osobisty można pokazać bez­kontaktowo)? Czy jest to na pewno działa­nie dla czyjegokolwiek bez­pieczeń­stwa, czy raczej do zbiera­nia haków na ludzi? Czas wypełnie­nia ankiety dodatkowo wydłuża prze­bywa­nie w ryzykownym miejscu.

Dziwne skraj­ności w szpitalach

Szpitale obecnie dzielą się na te, gdzie jest dostępna 1 osoba z personelu na 1 pacjenta oraz na te, gdzie przy­pada 1 osoba personelu na 7–10 pacjentów (szpitale prze­cią­żone). Normą jest 1 osoba z personelu na 2–3 pacjentów. W szpitalach prze­cią­żonych, prze­cią­żona bywa instala­cja tle­nowa, która ma wydol­no­ść zaledwie 36% normy, co powoduje, że pacjenci duszą się pod respiratorami. Personel zapobiega temu kupując indywidualne butle tle­nowe, które są podłącza­ne pod więk­szość respiratorów. Butle te wymagają jednak wymia­ny i kontroli zużycia tlenu, zaś personelu jest za mało. Nie­wymie­nienie butli na czas kończy się śmiercią pacjenta. Dodat­kowe problemy jakie tam następują, to przy­padki, że nie ma kto otworzyć drzwi lekar­zowi z innego oddziału, co opóźnia pomoc. By tego było mało, inna filia szpitala, gdzie leżą osoby słabiej chore, dostępne są tylko 1 lub 2 pulsoksymetry na cały oddział. Podczas chorowa­nia tej choroby grypopodobnej zdarza się, że satura­cja spada nawet do poziomu 75%, a kontakt z pacjentem jest dobry i odpowiada logicznie. Bez pulsoksymetru dia­gnoza nie­dotle­nie­nia nastąpi za późno, dopiero, gdy pacjent zsinieje i już może być za późno na pomoc. Trzyma­nie pacjentów o słabszym prze­biegu choroby w innym budynku powoduje, że trzeba ich prze­wozić karetką, a to zwiększa czas potrzebny do pomocy o czas na skompletowa­nie potrzebnych rzeczy, odpowiedni ubiór ekipy prze­wożącej i czas dojazdu. Reporter Paweł Resz­ka opisał sytua­cję na swoim profilu faceboo­kowym, gdzie można dowiedzieć się więcej szcze­gółów o tym problemie. Ogólnie te szpitale są przez lekarzy nazywa­ne wprost umieralniami.

Są też szpitale (takie jak «izolatorium naro­dowe», czyli PGE Szpital Naro­dowy), gdzie lekarze się wstydzą, że tam pracują. Dostają pięcio­gwiazd­kowe hotele, jeszcze lepsze jedze­nie oraz do opieki mają średnio 1 pacjenta. Dodatkowo są lepiej finansowa­ni. Prze­bywają tam chorzy, których stan nie jest cięższy od prze­chorowa­nia grypy lub prze­ziębie­nia, a chorobę mogliby spędzić w domu (w warunkach izola­cji), z pomocą ibuprofenu oraz anty­bio­tyku osłaniającego przed koinfek­cją bakteryjną, wyposażeni w pulsoksymetr i termo­metr. W razie pogorsze­nia stanu mogliby po prostu zadzwonić po karetkę. Sytua­cję tą opisała Gazeta Wyborcza.

W sytua­cji, gdy mamy podział na szpitale zakaźne i nie­zakaźne (i ludzie często umierają czekając w kolejce lub na SOR‑ze na test, aby było wiadomo, czy ma trafić na oddział zakaźny), a do tego mamy szpitale prze­cią­żone i prawie puste, nie dziwne jest, że ludzie umierają bowiem rząd zamroził pacjentom część łóżek. Realnym zagroże­niem dla nas jest więc rząd, a nie koronawirus. Takie działa­nia jak nie­dostęp­ność szpitali i służby zdrowia (tele­porady zamiast normalnych porad, odwoła­ne zabiegi planowa­ne), powoduje więcej szkody niż wirus. [Aktualiza­cja: 2020‑11‑24.]

Kwarantanna naro­dowa a testy prze­sie­wowe

Rząd chce na dniach prze­prowadzić 2 miliony testów prze­sie­wowych w 3 wojewó­dztwach (testując wszystkich lub prawie wszystkich, wbrew temu co zapisali producenci tych testów, aby był prze­prowa­dzony wywiad i wyklu­czone koinfek­cje). Jak podają media mamy obecnie ponad 40% dodatnich testów. Każdy przy­padek dodatni bada­nia na prze­ciw­ciała, anty­geny SARS­‑CoV‑2 lub jego RNA wymaga rejestra­cji i zlicze­nia jako przy­padek wykryty (tak mówi ustawa).

Z drugiej strony w oparciu o prze­działy ilości wykrytych przy­padków (nie hospitaliza­cji) w kraju na 100 tysięcy osób ustala się strefy: «zieloną» (760–3799 przy­padków, obowiązują wtedy oddzielne strefy dla powiatów), «żółtą» (3800–9399 przy­padków), «czerwoną» (9400–18999 przy­padków), «bez­piecznik» (19000–26999) oraz «kwarantannę narodową» (powyżej 27000 lub 29000 przy­padków). Nie trudno zauważyć, że nawet, gdy ilość pozytywnych testów wyniesie 3%, cały kraj znajdzie się w kwarantannie naro­dowej (o czym nie mówią media). Naukowcy zaznaczają, że wyszukiwa­nie osób bezobja­wowych na tym etapie roz­woju epidemii mija się z celem. Jedynym więc powodem jest pretekst do wprowadze­nia zakazu prze­mieszcza­nia się. [Aktualiza­cja: 2020‑11‑24.]

Zachowa­nie mediów

Media w więk­szości, nie­zależnie czy prawi­cowe, czy lewi­cowe, czy też roz­powszechniające teorie spis­kowe, mają za główny cel zastrasza­nie ludzi i dezinforma­cję, wykorzystując fakt, że ludzie odruchowo szukają negatywnych informa­cji. Naj­pierw zastraszano koronawirusem, jaki to on jest groźny, tak, że ludzie zaczęli się bać wychodzić z domu, a maski FFP2 i FFP3 znikały w zastraszającym tempie. Potem pomimo, że w Polsce mieliśmy zaledwie 400 przy­padków zachorowań dziennie (zachorowań, nie śmierci podczas, gdy dziennie umiera 300–400 osób w Polsce na nowo­twór) wykorzystano epidemię do celów poli­tycznych. Media w tym czasie od lewa do prawa zastraszały wirusem, co prze­łożyło się na taki, a nie inny wybór prezydenta. Następnie, gdy przy­szła druga fala epidemii, wprowadzono nie­korzystne ustawy i roz­porządze­nia. Doszło do sytua­cji, że jedni ludzie boją się czy otrzymają świadcze­nia zdrowotne (odwołano im zabiegi planowa­ne), inni chorują na COVID‑19 skrycie w domu (znamy osobiście kilka takich osób), ponieważ boją się, że lekarz zwol­niony z kar­ności czynów zrobi im krzywdę, choćby z nie­nawiści na tle trans­fobii, lekarze boją się pacjentów i każą im podpisywać różne (często nie­bez­pieczne dla pacjentów) oświadcze­nia, w nie­których placówkach pod groźbami nie­udziele­nia świadcze­nia. Ludzie boją się iść do lekarza, gdy boli ich coś w klatce pier­siowej (może być to zawał, DVE lub inna groźna choroba nie­zakaźna). Ludzie ze strachu porzucili terapie onko­logiczne, a reszcie szpitale bojąc się roz­niesie­nia wirusa, poodwoływali terapie anty­nowo­two­rowe, czy choćby wspomnia­ny wyżej zabieg laryngo­logiczny, który miał być zro­biony na cito (obecnie ta pacjentka choruje i może skończyć się to śmiercią). Media o tym mało mówią, w szcze­gól­ności przy­pisują to «ukrytym ofiarom epidemii». To nie są ukryte ofiary epidemii, to są jawne ofiary rządów partii, która nigdy nie powinna znaleźć się w Sejmie. Oni nie służą nam. Pyta­nie komu oni służą i czyje polece­nia wykonują. Rzeczy należy nazywać po imie­niu.

Oko.press – cenzura nie­wygodnych komentarzy?

Na oku posiadamy konto do czyta­nia artykułów, które są oznakowa­ne jako tylko do zalogowa­nych. Czytamy też komentarze na oko.press na bieżąco, stąd też zainteresowaliśmy się epidemią głębiej i zaczęliśmy sprawdzać informa­cje z komentarzy, z czego część okazała się prawdziwa. Zaczęło nas nie­pokoić, to, że po pewnym czasie pod starymi artykułami, do których wracaliśmy, było coraz mniej komentarzy, aż jeden artykuł pozostał całkowicie bez komentarzy (co nie jest typowe dla oko.press). Zaniepokojeni zjawiskiem ukrywa­nia ważnych informa­cji (np. o prawdziwej naturze testów, informa­cji ze strony nczas.com – spokojnie, poglądów JKM nie popieramy, ale znaleźć można tam ciekawe wypowiedzi lekarzy), zaczęliśmy szukać w Google, czy mamy przy­widze­nia, czy panuje tam cenzura. Wpisaliśmy więc do wyszukiwarki:

site:oko.press "Nazwa użytkownika, którego pamiętamy"

Ku potwierdze­niu, znaleźliśmy wiele wyników, z czego część była zachowa­na w pamięci podręcznej Google. 3 przy­kła­dowe, które były w wersji sprzed ocenzurowa­nia użytkowników, przed­stawiamy poniżej:

Zrobiliśmy śle­dztwo i postanowiliśmy zalogować się i sprawdzić co się dzieje. Okazuje się, że po zalogowa­niu widać o wiele więcej komentarzy niż bez logowa­nia. Po wylogowa­niu pozostaje zwięk­szona ilość komentarzy, aż do zamknięcia prze­glądarki. Założyliśmy więc nowe konto na oku, by sprawdzić, czy ciekawsze komentarze nie są kierowa­ne do osób zalogowa­nych. Ku naszemu zdziwie­niu komentarze te nie były widoczne po zalogowa­niu na nowe konto, nie były więc to komentarze dla osób zalogowa­nych. Okazało się, że na nowym koncie widzimy tyle ile osoba nie­zalogowa­na. Są więc prawdopodobnie widoczne tylko dla użytkowników starszych, którzy mogli zauważyć aktyw­ność danego użytkownika. Nie jest to model cenzury, odpowiedni przy zastosowa­niu war­tości demokratycznych i rzetelnego dziennikar­stwa. W modelu demokratycznym, komentarze łamiące regulamin się po prostu usuwa, a użytkownika opcjonalnie banuje. Jednak wśród wielu z tych komentarzy, które znikły, nie widzimy jakiegokolwiek złama­nia regulaminu oko.press.

Funda­cja «Ośrodek Kontroli Obywatel­skiej» powinna więc prze­myśleć zmianę nazwy na funda­cja «Ośrodek Kontroli Obywateli», skoro utrudnia obywatelom dotarcie do «alternatywnych» rzetelnych informa­cji, które mogą znaleźć się w komentarzach i pozwalają użytkownikom zapoznać się tylko z ich własną opinią w danym temacie.

Obywatel­skiej naszej kontroli wymaga więc każde medium informacyjne, które należy sprawdzić, czy nie postępuje podobnie. [Aktualiza­cja: 2020‑11‑24.]

Czy na pewno zostaniemy «zaszcze­pieni szcze­pionką»?

Nie­stety, to co medialnie jest nazywa­ne «szcze­pionką» i «zaszcze­pie­niem», nie jest tym w rzeczywis­tości. Jest to kolejna manipula­cja. Defini­cję słowa szcze­pionka znajdziemy w słowniku języka pol­skiego PWN.

PWN

szcze­pionka «preparat bio­logiczny z oczysz­czonej zawiesiny zabitych lub unieszkodli­wionych bakterii, przezna­czonej do szcze­pień ochronnych lub leczniczych»

Tak więc zgodnie z defini­cją słownikową, szcze­pionka to preparat przy­gotowa­ny z zabitych lub atenuowa­nych bakterii przezna­czony do immuniza­cji. Nie spełnia defini­cji tej preparat przy­gotowa­ny z wirusów lub ich fragmentów, jak też tym bardziej nie spełnia tej defini­cji preparat przy­gotowa­ny z syntetycznie uzyska­nego RNA.

Słownik Języka Pol­skiego PWN zawiera również słownikową defini­cję szcze­pie­nia.

PWN

szcze­pie­nie «zabieg polegający na wprowadze­niu do orga­nizmu ludzkiego lub zwierzęcego szcze­pionki»

Aby więc szcze­pie­nie było szcze­pie­niem, do orga­nizmu musi być wprowadza­na rzecz spełniająca defini­cję szcze­pionki, a więc preparat zło­żony z zabitych lub unieszkodli­wionych bakterii.

Czym więc jest «szcze­pionka na koronawirusa»?

Na pewno nie jest szcze­pionką. Preparat, który będzie naj­pewniej podawa­ny będzie preparatem AZD1222 zawierającym modyfikowa­nego genetycznie adenowirusa o nazwie ChAdOx1. Człowiek pozyskał z natury wirusa (nie bakterię) i dokonał jego wymu­szonej metodami inżynierii genetycznej zmia­ny poprzez doda­nie fragmentu wirusa SARS­‑CoV‑2. Mamy więc do czynie­nie z GMO (orga­nizmem modyfikowa­nym genetycznie).

PWN

GMO (= Genetically Modified Organism – orga­nizm zmodyfikowa­ny genetycznie) ndm

PWN

orga­nizm

1. «twór bio­logiczny, którego poszcze­gólne części i struktury tworzą zharmonizowaną pod względem funkcjonalnym całość, wykazującą wszelkie cechy życia»

2. «ustrój cielesny człowieka»

3. «całość zło­żona z wielu współ­pracujących ze sobą elementów»

Zmodyfikowa­ny genetycznie wirus spełnia więc defini­cję GMO oraz 3 punkt defini­cji «orga­nizmu». Wirus jako orga­nizm zło­żony z wielu współ­pracujących ze sobą elementów (otocz­ka, kapsyd, kwas nuklei­nowy) tworzy całość, która pozwala mu infekować komórki istot podatnych, namnażać się i opuścić inny orga­nizm w zwielo­krot­nionej, czasami zmie­nionej formie.

W przy­padku «szcze­pionki na koronawirusa» Pfizera, Bio­NTecha SE (BNT162b2) oraz Moderny mamy do czynie­nia z materiałem genetycznym nie­będącym orga­nizmem. Preparat ten nie jest też szcze­pionką, ponieważ nie zawiera bakterii (ani wirusa). Z defini­cji szcze­pionki spełnia on jedynie część «preparat bio­logiczny».

Odpowiadając na pyta­nie – czym jest «szcze­pionka na koronawirusa» – jest to preparat bio­logiczny w postaci GMO lub innej, nie będący szcze­pionką, lecz bio­logicznym preparatem uodparaniającym prze­ciwko SARS­‑CoV‑2. Nadużyciem jest więc wciska­nie ludziom nie­prawdy, że dostaną szcze­pionkę. Wspomnia­ne prawo o nakazie stosowa­nia «okreś­lonych zabiegów» weszło w życie 29 listopada 2020, zaś Minister­stwo Zdrowia coraz częściej roz­waża przy­mu­sowe «szcze­pie­nia» prze­ciwko SARS­‑CoV‑2. Zastanawiające jest w kontekście zmie­nia­nego prawa, czy rząd od początku wie, że poda ludziom coś innego niż szcze­pionkę i dlatego zmienił zapisy dodając obowiązko­wość nakaza­nych zabiegów? Prze­cież możli­wość szcze­pień (prawdziwymi szcze­pionkami) już do tej pory funkcjonowała w prawie. Co prawda bez możli­wości podawa­nia przy­mu­sowego z użyciem siły.

Prawo do informa­cji publicznej w PSSE

Naj­lepiej zobrazuje to otrzyma­na odpowiedź od jednej ze sta­cji sanitarno­‑epidemio­logicznych:

PSSE

Dzień dobry,

informujemy, iż w związku z polece­niem Głównego Inspektora Sanitarnego z dnia 23.11.2020r. na poziomie Pań­st­wowej Sta­cji Sanitarno­‑Epidemio­logicznej nie możemy udostępniać jakichkolwiek danych dotyczących raporto­wa­nia związa­nego z SARS CoV‑2. Wszelkie dane są dostępne na stronie www.gov.pl

Po takiej informa­cji można przy­jąć, że dane dotyczące epidemii mogły być zmanipulowa­ne w każdej chwili w prze­sz­łości oraz mogą być manipulowa­ne w przy­sz­łości. Nie ma bowiem uzasadnie­nia zakaz udziela­nia informa­cji publicznej wyda­ny odgórnie. Wnio­ski o informa­cję publiczną służą kontroli rządzących i urzędów przez nas obywateli. [Aktualiza­cja: 2020‑12‑05.]

Program dostarcza­nia pulsoksymetrów

Właściwie dostarcza­nie pulsoksymetrów z programem. Kolejnym pomysłem rządu do inwigila­cji Polaków po aplika­cji «Kwarantanna Domowa» oraz «Stop Covid» (dawniej: «ProteGo Safe») stał się program dostarcza­nia pulsoksymetrów do domu pacjentów w ramach tak zwa­nego «programu Domowej Opieki Medycznej». Cel dostarcze­nia pulsoksymetrów do domów osób zagro­żonych (między innymi seniorów powyżej 55 lat) uważalibyśmy za szczytny, a nie za program Orwellow­ski, gdyby nie fakt, że nie są to zwykłe pulsoksymetry, ale pulsoksymetry, które działają jedynie ze specjalną aplika­cją na smartfon oraz wymagają przez to smart­fona i możliwe jest, że zarówno Google (wydawca Andro­ida) jak też nasze pań­stwo może zbierać przy użyciu tej aplika­cji nadmia­rowe dane. Nie dziwimy się więc zdecy­dowa­nemu sprze­ci­wowi seniorów prze­ciwko takiej akcji – popieramy tą akcję, ale pod jednym warunkiem – zagro­żony senior sam zakupi zwykły pulsoksymetr w sklepie medycznym lub na Allegro (koszt: 65–200 zł) lub też w Carrefour (widzimy, że pojawiają się tam okresowo).

Co jest nie tak z pulsoksymetrami

Pulsoksymetry, aby można było ich używać wymagają podłącze­nia się do systemu tele­medycyny i zainstalowa­nia specjalnej aplika­cji na smartfonie. Wymaga­ny jest smartfon (droższy od zwykłego pulsoksymetru) i nie każdy senior umie w smart­fony lub chce go posiadać, część z nich posiada zwykłe proste tele­fony bez możli­wości instalowa­nia aplika­cji. Jeśli ktoś nie posiada smart­fona, nie skorzysta z programu i tym samym z urządze­nia. Do tego aplika­cja może służyć do zbiera­nia prywatnych informa­cji z tele­fonów, jak też dane medyczne (pomiary tętna i satura­cji) mogą trafiać do instytu­cji, do których trafić na mocy tajemnicy medycznej nie powinny – do Google. Tam informa­cje o arytmii, pulsie, satura­cji mogą być użyte do profilo­wa­nia i odbiera­nia człowie­kowi kawałek po kawałku – jego prywat­ności i wol­ności. Gdyby rząd nie chciał nas kontrolować i inwigilować nie tworzyłby aplika­cji ProteGo (Stop Covid), której przy­najmniej począt­kowy stan, według doniesień Nie­bez­piecznika i Panoptykonu, był nie do przy­jęcia ze względu na możli­wości inwigila­cji i wpływu na prywat­ność użytkownika. Teraz sytua­cja powtarza się z pulsoksymetrami. Zamiast rozesłać ludziom tanie pulsoksymetry, gdzie wyniki zanotują na kartce i prze­każą lekar­zowi, z usta­wionym alarmem przy satura­cji 93–94%, rząd wybrał metodę, dzięki której przy użyciu aplika­cji (lub jej nowszej wersji) będzie mógł potencjalnie wpływać na obywateli i zbierać o nich dane.

Obecnie według tego co dowiedzieliśmy się z Gazety Wyborczej, pulsoksymetry używa tylko 18% osób, którym zostały wysła­ne, zaś koszty dostawy wynoszą aż 81 złotych (po odlicze­niu kosztu urządze­nia).

Wyprowadza­nie pieniędzy poprzez pocztę

Jak wspomnieliśmy pulsoksymetr (który powinien być obecnie w każdym gospodarstwie domowym) kosztuje od 65 do 200 zł. Sprowa­dzone z Chin są jeszcze tańsze. Baterie do pulsoksymetru (AAA w ilości 1 lub maksymalnie 2) kosztują 2 zł, zaś wymia­na ich i spakowa­nie w kopertę kosztować maksymalnie może 3 złote (koszt pracy). Jak wspomniała Gazeta Wyborcza, urządze­nia dostarcza­ne są w ciągu 24 godzin. Usługa Paczka24 z potwierdze­niem odbioru i priorytetem kosztuje 16.60 zł przy małych gabarytach.

Sumarycznie przy chęci zapakowa­nia pulsoksymetru na poczcie w małą kopertę bąbelkową, wymia­ny w nim 2 baterii i wysła­nie prioryte­towe kosztuje więc 21.60 zł. Co się dzieje z 60 złotymi przy każdym urządze­niu? Dlaczego znów pojawia się scenariusz, że środek medyczny / sanitarny kosztuje 4 razy więcej? Podobna akcja była z masecz­kami i termo­metrami zaku­pionymi przez rząd. Kto te pieniądze nam obywatelom zabiera i gdzie one dalej trafiają?

Nie jest bowiem możliwe, aby tak proste czyn­ności wykonywa­ne przy nada­niu urządze­nia, które zmieści się w naj­mniejszej kopercie były droższe od samego miernika. [Aktualiza­cja: 2020‑12‑17.]

Szcze­pie­nia nie­zgodne z ulotką producenta

Rząd wypuścił informa­cję, że preparatem Comirnaty (produk­cji Pfizer/Bio­NTech) można szcze­pić 6 osób z użyciem jednej fiolki zamiast jak wskazał producent – tylko 5. Wynika to z zauważe­nia faktu, że po roz­cieńcze­niu koncentratu szcze­pionki ma ona obję­tość 2.25 ml, co z matematycznego punktu widze­nia daje 7.5 dawki po 0.3 ml każda.

W związku z powyższym Minister­stwo Zdrowia (będące częścią rządu) informuje co następuje:

Minister­stwo zdrowia

Producent określił w ChPL, że po roz­cieńcze­niu jedna fiolka zawiera 5 dawek po 0,3 ml. W praktyce jednak z jednej fiolki po roz­cieńcze­niu można uzyskać nawet do 7 dawek szcze­pionki. Wynika to z faktu, że po roz­cieńcze­niu wyjś­ciowej zawiesiny szcze­pionki Comirnaty o obję­tości 0,45 ml solą fizjo­logiczną o obję­tości 1,8 ml, koń­cowa obję­tość wynosi 2,25 ml. Istnieje zatem możli­wość bez­piecznego pobra­nia 6 dawek po 0,3 ml – zakładając, że używa­ne strzykawki i igły mają minimalną prze­strzeń martwą. Jedno­cześnie należy przy tym podkreślić, że nie można łączyć ewentualnych pozosta­łości leku z różnych fiolek.

W związku z tą informa­cją, będącą de facto zalece­niem dla osób wykonujących szcze­pie­nia, pytamy: co wicepremier Kaczyń­ski na to – podobno jest po stronie obywateli. [Aktualiza­cja: 2020‑12‑31.]

Podsumowa­nie

Rząd pol­ski zamiast nam pomóc wprowadza bez­myślnie, bez jakichkolwiek sensownych konsulta­cji społecznych (lub może celowo to robi) prze­pisy, które nam szkodzą. Daje bez­kar­ność lekarzom, wprowadza własne defini­cje przy­padku zachorowa­nia na daną chorobę, doprowadza do ruiny przed­siębiorców, odbiera nam RPO, wywołuje frustra­cję ogólno­narodową kierując wnio­ski do Trybunału w czasie trwa­nia pandemii. Ponadto ustanawia szkodliwe dla pacjentów i lekarzy prze­pisy, odbiera nam dostęp do służby zdrowia.

Jak ma się to do lecze­nia trans­seksua­lizmu?

  1. Lekarze seksuo­lodzy i psychiatrzy mogą być oddelegowa­ni do lecze­nia chorych na COVID‑19. Spowoduje to brak dostęp­ności do lecze­nia.
  2. Wprowadzając tele­porady, pacjent trans­seksualny o swoich problemach musi mówić przez tele­fon, gdzie nie ma gwaran­cji, że słyszy to tylko on i lekarz.
  3. Zamknięcie granicy podczas pierwszej fali spowodowało, że pacjentki trans­pł­ciowe nie mogły wykupić Neofollinu w Czechach lub Słowa­cji.
  4. Zamknięcie gabinetów kosmetycznych spowodowało, że pacjentki trans­seksualne nie mogły wykonywać zabiegów depila­cji twarzy laserem lub elektro­lizą.
  5. Nakaz pozosta­nia w domu i nie­legalne zakazy porusza­nia się powodowały, że osoby trans­seksualne nie mogły opuszczać domu i tym samym jeszcze mocniej cierpiały z powodu przy­mu­sowego kontaktu z rodziną.
  6. Zamknięte urzędy powodowały znaczące utrudnie­nia w prowadze­niu spraw o korektę płci, zmianę PESEL‑u oraz imie­nia.
  7. Trud­ność w dostępie do opera­cji FFS i SRS. Szpitale odwołują zabiegi planowa­ne, drogi pobyt w związku z kwarantannami po prze­krocze­niu granicy.
Zamknij Przewiń w górę Przewiń w dół